Sztafeta
Sztafeta miała mi zatruć radość kolejną porcją goryczy, której smak czuję do dziś. Miałyśmy szanse na medal. Straszyńska, Sarna, Jóźwikowa i ja, zgrane, w dobrej formie, z opanowaną techniką zmian. Tragedia nastąpiła w półfinale, gdy przejmowałam pałeczkę na ostatniej zmianie. HolenderM były na równi z nami. Chyba bym wygrała, choć one ustanowiły rekord świata. Ale ten rekord mógł być nasz. Wystarczyło jednak minimalne potknięcie przy zmianie, utrata rytmu i pałeczka poleciała na bieżnię. Nie było nawet sensu tego biegu kończyć. Byłam załamana, zgubiłam szansę nie tylko swoją, ale i koleżanek. To było właśnie najbardziej przykre, choć dziś wiem, że to może się przytrafić każdemu. W finale Pucharu Europy zgubili pałeczkę sprinterzy radzieccy, w Monachium to samo przytrafiło się naszym dziewczętom w sztafecie 4X 400 m, a nawet Badeńskiemu na Spartakiadzie Armii w Pradze. Ale wtedy w Meksyku byłam u dna rozpaczy..." Przed Igrzyskami 1968 Irena Kirszenstein wyszła za mąż. Do Meksyku pojechała już jako Szewińska. W roku 1969 opuściła bieżnię. Powróciła do sportu pod koniec sezonu 1970, ale okres macierzyństwa i blisko dwuletnia przerwa w regularnym treningu, nie pozostały bez śladu.
Rusztowania | opinie barc | opinie barc