Po tym meczu na dobre zadomowiłem się już w drużynie, towarzysząc jej wiernie w bojach śląskiej A-klasy. Latem 1946 roku musieliśmy uznać wyższość późniejszego ligowca - Rymera, co bardzo przeżywaliśmy wraz z liczną kolonią kibiców. Rozczarowanie to osłodziło mi wielkie wyróżnienie, jakie mnie spotkało tego samego lata: zostałem powołany do reprezentacji Śląska na mecz z angielskim teamem Armii Renu. 6 czerwca 1946 roku, a więc 27 lat przed chorzowskim 2:0, zwyciężyliśmy Anglików 3:2, co zostało uznane wówczas za jeden z najwspanialszych sukcesów śląskiej piłki nożnej. Wyspiarze bowiem zawsze cieszyli się dobrą opinią w piłkarskim świecie. W meczu tym strzeliłem jedną i wypracowałem pozostałe dwie bramki. Jeszcze bardziej radosnym faktem było dla mnie to, że moja gra została wysoko oceniona przez fachowców. Przyznam szczerze, że byłem zażenowany tak entuzjastyczną recenzją, a zarazem i przerażony. Zdawałem bowiem sobie sprawę, jaki ciężar spoczywać będzie odtąd na mnie, jakie będą żądania kibiców -grać dobrze, grać coraz lepiej. Ale czy potrafię? Wkrótce miałem odczuć na własnej skórze zmienność nastrojów kibiców i... prasy. Nie upłynęło wiele czasu, a doczekałem się gwizdów na widowni oraz surowej krytyki w prasowych sprawozdaniach. Za każdym razem ogromnie to przeżywałem, ale zawsze mówiłem sobie; weź się w garść i po prostu lepiej, solidniej pracuj, analizuj błędy popełnione w grze i wyciągaj z nich odpowiednie wnioski. Księgarnia | sokowirówka | phone card
|