Obluzował się języczek
Obluzował się języczek spustowy pistoletu, a potrzebna była przecież milimetrowa precyzja. Nie pojechał na Igrzyska rusznikarz, lecz Zapędzki był przezorny, zabierając imadło i niemal cały podręczny warsztat naprawczy. Przydało się. Ślęczał nad pistoletem godzinami, naprawę wykonał po mistrzowsku. W noc poprzedzającą trzeci olimpijski występ łóżko Józefa Zapędzkiego stało się nagle twarde, niewygodne. W pokoju nr 7 polskiego bloku w olimpijskiej wiosce, raz po raz gasło i zapalało się światło. Sen nie przychodził, a farmaceutyczne środki trzeba było wykluczyć ze względu na kontrolę anty-dopingową. Usnął dopiero wówczas, gdy świt zaczął wsączać się do pokoju. Wstał jednak rześki w ten słoneczny poranek 31 sierpnia 1972 roku. Za godzinę start. Cień na dwóch pierwszych stanowiskach olimpijskiej strzelnicy, a na jednym z nich właśnie walczy Zapędzki. Ręce opadają, ale przecież nerwy mistrza hartowały się już w Meksyku. Nie skapituluje, nie da się wyprowadzić z równowagi. Walczy. Po pierwszym dniu jest w czołówce, lecz ma gorszą pozycję wyjściową, niż przed czterema laty. Tam był pierwszy na półmetku, tutaj musi się zadowolić trzecią pozycją. A może tak lepiej? Zawsze to przecież wygodniej atakować, niż bronić...
Aminokwasy odżywki | |