Kiedy po kilku miesiącach Janusz Sidło przyjechał do Warszawy, na AWF, był wymizerowany, chudszy o kilka kilogramów. Ale przywiózł ze sobą świadectwo dojrzałości. I to jakie! Niemal same piątki! Tylko że mógłby je mieć równie dobrze - bo stać go było na to - jeszcze w zimie, jak mu obiecywano... Na szczęście z drugiego przyrzeczenia tym razem się wywiązano. Pojechał do'Helsinek. Furory nie zrobił, odpadł już w eliminacjach wynikiem daleko odbiegającym od " ówczesnych jego możliwości - wszystkiego 62,16 m. Jakże jednak mogło być inaczej, skoro w tym samym czasie, gdy imai wydłużali lot swoich oszczepów, on był pozbawiony nawet normalnego treningu.
W cztery lata później, przed Melbourne, sprawy miały się zgoła inaczej. Szczególnie brzemienne były pierwsze dwa lata po olimpijskim debiucie. Jesienią 1953 roku zaszokował świat rzutem.ponad 80 metrów podczas meczu Polska - NRD w Jenie. Jedenaście dni wcześniej zaliczył pierwszą jakże upragnioną „siedemdziesiątkę", a teraz nagle „80"! Coś niewiarygodnego! Pierwszy rzut i od razu rekord życiowy - 71,59 m, drugi - 77,32 m - rekord Polski, trzeci - 80,15 m - rekord Europy! Gdyby nie Franklin Held, który 55 dni wcześniej jako pierwszy w świecie przekroczył ówczesną „oszczepniczą barierę dźwięku", byłby rekordzistą naszego globu. Ale Amerykanin rzucał „cygarem" - zupełnie nowym, specjalnie przez siebie skonstruowanym oszczepem, o którym na Starym Kontynencie nikomu się jeszcze nie śniło. oprogramowanie dla firm | Randki internetowe | Maszyny szwalnicze
|