Jest Pan dla mnie nadal wzorem
Jest Pan dla mnie nadal wzorem piłkarskiego rycerza bez skazy, który niczym nie splamił swej sportowej godności, nigdy Pan nic takiego nie uczynił co mogło przynieść kolegom z klubu czy z reprezentacji ujmę. Nie zmienił Pan barw klubowych, który to fakt jest dla mnie szczególnie dzisiaj wymowny. Kiedyś nie doceniałam, tak jak obecnie, tych pięknych cech Pańskiej osobowości, ale je wyczuwałam, podobnie jak wielu innych miłośników Pańskiego talentu. Potwierdzają to często w rozmowach ze mną." Gerard Cieślik, kiedy odczytuję mu te słowa, wydaje się zawstydzony. „Nie było nic nadzwyczajnego w moim postępowaniu - odpowiada po chwili namysłu - ktoś inny zapewne by tak samo postąpił. To prawda, że nie zmieniłem klubu, chociaż raz niewiele brakowało abym to uczynił. Ale czy był lepszy klub, bardziej popularny od „Ruchu", nawet jeśli inny okresowo zajmował wyższą pozycję w lidze? Grałem z reguły fair, zgadza się, aniołem jednak nie byłem, jak mnie ktoś potraktował niewłaściwie, zdarzało się, że nie pozostałem mu dłużny. Wychodziłem z założenia: nie rób drugiemu tego, czego sam chciałbyś uniknąć. Nie czuję się więc bohaterem, ale mi przyjemnie, że ludzie tak wysoko cenią sobie moją grę oraz postawę na boisku, a nawet jeszcze po tylu latach obdarzają sympatią i przyjaźnią. Nieraz zadaję sobie pytanie czy z tymi swoimi zasadami nie wyglądam mimo wszystko trochę śmiesznie w oczach współczesnych kibiców, a przynajmniej sporej ich części? Czy nie jestem staroświecki z tą swoją szlachetnością? Piłkarz to przecież też człowiek i może „wyjść z nerwów", zwłaszcza jeśli został sprowokowany. Czy jeden, nieodpowiedni gest na boisku ma od razu przekreślić jego moralną wartość? A przynależność klubowa - czasami przejście jest podyktowane interesem danego gracza, jego dalszym, pomyślnym rozwojem.
Bramy | meble dla dzieci | Gry Do Pobrania