Był w siódmym niebie, został przyjęty do sekcji i mógł trenować do woli. Wychodził ze skóry by wypaść jak najlepiej. Pewnego dnia ktoś powiedział Górnemu:
„Nie chciałeś przyjąć Włodka do klubu, ale chłopak zapowiada się wcale, wcale..."
No i pękła bomba. W ciągu kilkunastu minut stary wyga Górny rozszyfrował całą sprawę i wyrzucił syna prezesa z boiska mówiąc, ażeby się pokazał dopiero za rok. Wrócił po dwóch miesiącach, ale już w charakterze pełnoprawnego członka. Osiągnął bowiem limit 11 lat i nawet pan Górny nie miał już nic do powiedzenia.
W zespole trampkarzy GKS Sośnica nie zagrzał długo miejsca. Pewnego dnia, gdy jego zespół grał przeciwko GKS Gliwice, jakiś młody człowiek zaczął się dopytywać o ojca.
- Pan Władysław Lubański, prawda? Cich jestem, nauczyciel.
I tak od słowa do słowa, a po godzinnej rozmowie ojciec powiedział: „Dobrze, zgadzam się, niech pan się zaopiekuje synem".
I od następnego miesiąca Włodek trenował pod okiem profesora Cicha, przed laty dobrze zapowiadającego się piłkarza „Piasta" Gliwice, który pracując w szkole, trenował w niej także piłkarsko uzdolnioną młodzież. Uważano go powszechnie za dobrego fachowca i nie mniej znakomitego pedagoga, a przy tym tropiciela talentów. On właśnie odwiedzał podwórka Gliwic i okolicy, wałęsał się po peryferiach, nie opuszczał ani jednego turnieju dzikich drużyn. Rozmawiał z chłopcami, ich rodzicami, proponował podobnie jak Włodzimierzowi, naukę w swojej szkole. projekty garaży | blog moderowany | serwis wózków
|