Lubański drużynie „Romy" i jej trenerowi dał się rzeczywiście we znaki. W trzech pojedynkach zdobył trzy bramki i wszystkie miały ogromne znaczenie. Były na wagę występu w finale rozgrywek PZPE, w którym „Górnik" wystąpił dzięki przede wszystkim znakomitej grze Włodzimierza, jako jedyny dotychczas polski zespół.
W 1972 roku spotkał zabrskiego snajpera wyjątkowy zaszczyt. Został powołany do reprezentacji FIFA, która miała wystąpić w Moskwie w pożegnalnym meczu Lwa Jaszina. Zagrał Włodzimierz na Łużnikach obok takich sław, jak Franz Beckenbauer, Gerd Mueller, Bobby Charlton. Jesienią tego roku po raz drugi znalazł się w reprezentacji Europy, która w Bazylei zmierzyła się z Ameryką Południową. Włodzimierz należał do jaśniejszych punktów drużyny Starego Kontynentu, swą grą zdobył sobie uznanie tak widzów, jak i fachowców.
Mecze marzeń? Lubański miał ich wiele, ale wciąż wierzy, że taki superpójedynek, który zaćmi wszystkie pozostałe, jeszcze odbędzie się w jego piłkarskiej karierze. Chociażby nieco lepszy od tego, który rozegrał w Łodzi w finale Pucharu Polski w 1972 roku.
Na boisku ŁKS walczyły wówczas jedenastki „Górnika" i „Legii". Wojskowi byli w wyśmienitej formie i wiosną w meczu ligowym zdołali wygrać z „górnikami" na boisku w Zabrzu 2:1. Początek pucharowego spotkania zapowiadał sukces warszawian, którzy grali jak w transie. Jednak Lubański pokazał swoją wielką klasę. Strzelił cztery bramki, z których każda następna była bardziej efektowna. Stał się bohaterem zwycięskiego dla „Górnika" pojedynku. | |
|